Publicystyka Tomek Alicki
14.05.2018
Recenzja: Rampage: Dzika Furia
5.0
/10
Ocena
Recenzja: Rampage: Dzika Furia

Po przeciętnej adaptacji gry wideo w wykonaniu Alicii Vikander, o której większość osób już zapomniała, przyszedł czas na tytuł nieco starszy. Rampage: Dzika Furia wchodzi do kin, a razem z nim Dwayne Johnson.

Wątła fabuła filmu zostaje zbudowana na nieudanych eksperymentach. DNA kilku zwierząt zostaje zmutowane i wcześniej potulne osobniki wymykają się spod kontroli, zaczynając siać spustoszenie. Jednym z nich jest George, goryl srebrnogrzbiety, najlepszy przyjaciel prymatologa Davisa Okoye (Dwayne Johnson), byłego członka jednostek specjalnych. Davis znajduje się w samym środku wielkiej intrygi, a w uratowaniu jego ulubieńca oraz walce z wielką korporacją pomaga mu inżynier genetyczny dr Kate Caldwell (Naomie Harris).

Rampage: Dzika Furia #1

Największym problemem Rampage jest fakt, jak szybko film przybiera poważny ton, próbując udowodnić widzom autentyczność stworzonej intrygi. Początek obiecuje zapowiadany przez plakaty duet The Rock-George, ale kiedy goryl znika, a na ekranie obok Johnsona zostaje już tylko Harris, czas dłuży się niemiłosiernie, a obrana powaga zabija całą przyjemność. Zamiast skupić się na świetnym Johnsonie, wrzucić w to proste dowcipy i nacieszyć się demolką, reżyser poświęca wyjątkowo dużo czasu samej fabule. Ciężko zaangażować się i podejść poważnie do wizji zmutowanego krokodyla demolującego Los Angeles.

Rampage to jeden z tych filmów, który wymaga odpowiedniego podejścia. Wystarczy kupić duży popcorn i wejść do kina, nie oczekując fabularnych rewelacji. Przymknięcie oczu na liczne głupoty gwarantuje co najmniej godzinę dobrej zabawy. Chociaż efekty specjalne miejscami zawodzą, całkiem przyjemnie patrzy się na goryla rzucającego czołgami czy krokodyla łapiącego w swoją paszczę lecący samolot.

Rampage: Dzika Furia #2

Nie zawodzi również Dwayne Johnson, który przez ostatnie lata stał się ikoną kina rozrywkowego – od Szybkich i wściekłych, przez San Andreas, aż po Jumanji. Abstrahując od jakości samych filmów i niezależnie od gatunku, Johnson przyciąga do kin tłumy ludzi, gwarantując twórcom potężne zyski. Z Rampage będzie podobnie. Dwayne ewidentnie czerpie przyjemność z pracowania na planie i kontynuuje kreowanie postaci, którą pokochały miliony widzów. Równie dobrze na ekranie prezentuje się Jeffrey Dean Morgan ze swoim bezbłędnym uśmiechem i charakterystycznym akcentem. Obu panom skutecznie udaje się ukryć fakt, że Harris jest w tym filmie zupełnie niepotrzebna.

Rampage na pewno nie zapisze się w historii kina rozrywkowego jako tytuł, który zmienił całą branżę na zawsze, ale jest w stanie zagwarantować wystarczająco dużo radości, żeby nie czuć się rozczarowanym po wyjściu z kina. Początek bawi i obiecuje standardowy film z Johnsonem, a pełny zmutowanych zwierząt finał rozpoczyna się 40 minut przed napisami końcowymi. Miejscami nużący środek skutecznie rekompensują z kolei Jeffrey oraz Dwayne walczący u boku gigantycznego goryla.

Ocena: 5/10

film rampage rampage dzika furia recenzja recenzja filmowa